Niebo

było rozgwieżdżone, prawie granatowe, a powietrze chłodne. Księżyc zagadkowo uśmiechał się do zakochanych. Ominęli basen, z którego na noc nie wypuszczano wody. Paweł przyklęknął i zanurzył dłoń.

— Jest ciepła — skonstatował. — Można się tu kąpać nawet w nocy.

— I pewnie nago — zadrwiła sobie Anka.

Chłopaka to rozbawiło.

— A co? Chcesz spróbować? Świetny pomysł. Urządzamy tu plażę dla nudystów. Tekstylnych nie wpuszczamy — ochlapał ją wodą jakby to był śmigus-dyngus. — Kto się pierwszy rozbiera? Nie ma chętnych?

Nie broniła się i nie protestowała. Zarozumiale wykalkulował, że gdyby w przyszłości miał się decydować na żonę, wybierałby pewnie między Manuelą a Gertrudą. Na Ankę by się nie połakomił. Podniósł się i obrzucił wzrokiem kryjące się w mroku korony palm.

— Nagość sama w sobie nie jest zła... — Niemka wyraziła ostrożne przekonanie. — O ile się ją właściwie rozumie.

Chłopak nie podjął jednak tego tematu. Weszli na ścieżkę, wyłożoną drobnymi kamykami. Założył ręce do tyłu, jak belfer, szykujący się do dłuższego wywodu.

— Klasyczny przykład ciągot rodziców i pragnień, do których dopiero przymierzają się ich dzieci. Na miarę ich ukrytych aspiracji — zaczął uczenie. — Twój tato i twoja mama pewnie tęsknili na krajem. Może się nawet do tego nie przyznawali, tak jak nie wypadało się przyznawać do języka polskiego przed sąsiadami, nie przepadającymi za Słowianami. I udzieliło się to tobie. Czy nie pomyślałaś — zapytał — że powinnaś wyjść za mąż za Polaka?

— Też coś? — zaperzyła się Anka. — Nie daj się na to nabrać. Te kutasy nie mają pieniędzy. Są bez grosza, a poza tym nie można im nigdy ufać — rzekła z żalem. — To przechery, arcyłgarze i oszuści. Tępe pały i sflaczałe fallusy!

W ciemności nie było widać, czy Gertruda się zarumieniła, czy nie. Coś przypuszczalnie miała na końcu języka, ale nie zdążyła się tym podzielić.

— Byłaś kiedyś w Polsce? — Paweł wiercił jej dziurę w brzuchu.

Zaprzeczyła.

— Niestety, nie miałam okazji — tłumaczyła się. — Chodziłam się pytać o wycieczki do Polski, ale nie były w modzie. Po prostu brakowało chętnych. Wyjeżdżałam do Francji i Anglii, byłam z rodzicami w Danii i w Norwegii, a nawet na Madagaskarze. Aha! Raz zwiedzałam Pragę.

— No to pięknie — ucieszył się. — W takim razie zapraszamy cię do Warszawy — zawyrokował bez wahania.

— Zapraszamy? Co masz na myśli? — niemile zdziwiła się Anka, nie zważając na to, że popełnia kolejny nietakt.

Zlekceważył jej pytanie.

— Tak się składa — zdradził Gertrudzie — że moja mama interesuje się bardzo wszystkim, co wiąże się z kulturą germańską. Wielokrotnie podkreślała, że jej prawdziwym powołaniem nie była medycyna lecz germanistyka. Czytywała dawniej w wolnych chwilach dzieła klasyków niemieckich...

Anka nieoczekiwanie szybko wpadła w ten ton i jeszcze raz spróbowała skrzyżować szpadę z Gertrudą.

— Moi rodzice także fascynują się tym, co niemieckie. Tatko mówił, że musi sobie sprawić volkswagena — rzekła zadziornie.

Może i zabrzmiało to zabawnie, ale nikt się jakoś nie roześmiał.

— Ona umie gadać tylko o samochodach — ściął ją. — Przy czym jeśli już kupuje się wóz, należy zdecydować się na markę, którą sama wybrała. A propos! Czym teraz jeździ nasz Makumba? Chyba nie mercedesem? — zapytał złośliwie.

Gertruda ujęła w ciemności delikatnie Pawła za rękę, hamując jego wojownicze zapędy. Nie chciała, by ta czupurna dwójka skakała sobie przy niej do oczu.

— Bardzo miła jesteś, Aniu — rzekła pojednawczo, wyrażając swoje zdanie. — I zazdroszczę ci swobody bycia.

— Doprawdy? — chłopak zrobił wielkie oczy.

— U nas, w Niemczech, ludzie nie są tak szczerzy i bezpośredni. Nie mówią, co naprawdę myślą. Są na to zbyt głośni i za hałaśliwi.

— Taaak? Wydawało mi się, że jesteście bardzo spontaniczni, ty i Hans.

— Och, to gra — szybko dorzuciła, jeszcze raz dotykając dłoni Pawła. — Hans nie żywi do mnie żadnych uczuć, wierz mi. Po prostu się wygłupia.

Ance nie było to na rękę. Wpatrywała się w jakiś pokrzywiony pień, jakby kryło się tam coś niezmiernie frapującego.

— Zimno mi — oznajmiła ze smutkiem.

Zawrócili do hotelu i bez pośpiechu minęli pływalnię. Słychać było delikatny plusk wody.

— To, co? Przyjedziesz do Warszawy? — zapytał Paweł, gdy zatrzymali się przy oszklonych drzwiach do holu. Anka już znikła w oświetlonym wnętrzu. — Jeszcze kilka dni i nas tu już nie będzie...

Gertruda złożyła ręce jak do modlitwy i chłopak wyobraził sobie, że dziewczyna trzyma w nich różaniec. A może był to gest młodego mnicha buddyjskiego? Niemka pierwszy raz się przy nim roześmiała. Kiedy nie odgrywała roli malowanej lali, była całkiem inna, żywa i prawdziwa.

— Nie pytaj o to — rzekła. — Może tak, a może nie.

Jej ciemnobrązowe oczy mówiły jednak, że przyjedzie.


następny poprzedni