Zapchał

sobie słodkim ciastem usta, przenosząc się mimowolnie myślami ku okrytym patyną czasu rodzinnym przyjęciom, z uniesieniem celebrowanym przez rozradowaną matkę. „Synku, świeczek z tortu się nie je!” Był malcem, wdrapywał się ojcu na kolana i rozszerzonymi z przejęcia oczyma chłonął wszystko, co działo się przy suto zastawionym stole, dopóki go nie zagoniono do łóżka. Nie spodziewał się, że w Izraelu odżyją wspomnienia z tak odległych lat. Anka była daleka od tego, by go wzruszać i uderzać w najczulsze struny jego duszy, natomiast Manuela — o dziwo — to potrafiła, chociaż go przecież prawie nie znała.

W łazience gospodyni szybko się przebrała, wkładając zapinaną z przodu na drobne guziczki obcisłą czarną bawełnianą bluzkę i długą ściągniętą paskiem barwną cygańską spódnicę. Te same ciuchy miała na sobie poprzednim razem. Wyciągnęła rozmówki węgiersko-polskie i puściła do niego oko.

— Arbeit macht frei — żartobliwie rzuciła, wyciągając się na łóżku i podpierając się łokciami. Śpiesznie kartkowała książeczkę, zatrzymując się wreszcie na wybranej stronie. — Poproszę o bilet drugiej klasy do Katowic! — dość poprawnie wysylabizowała po polsku, spoglądając na niego wyczekująco. Zachichotał. Wymogła na nim, by poprawiał wypowiadane przez nią kwestie. Szło jej nawet nieźle i chłopak podziwiał jej talent i upór. Dziewczynie naprawdę zależało na tym, by nauczyć się polskiego. Przerobili wspólnie wizytę na dworcu kolejowym, następnie wyjazd pociągiem, pobyt w hotelu i w restauracji, doszli wreszcie do banku, w którym usiłowali założyć konto, a potem wybrali się na dyskotekę. Za oknami hotelu w międzyczasie ich wirtualnej podróży niebo stało się granatowe.

W butelce została tylko odrobina szampana i Paweł poczuł to, gdy tylko podniósł się z fotela, by rozprostować kości. Manuela chyba się przestraszyła, że chce już ją opuścić i odrzuciła precz rozmówki, kończąc tym samym korepetycje. Wyciągnęła spod ławy i podała mu kolorowy magazyn, którego okładka kusiła niewinnym aktem. Zaczął kartkować czasopismo, przeglądając je strona po stronie. Na ilustracjach przeważały zabytki Budapesztu, ale nie brakowało również pięknych młodych kobiet, prezentujących damską garderobę. Przysiadła na brzegu fotelu, komentując kolejne ujęcia. Potem zgasiła górne światło i zapaliła małą lampkę z abażurem, stojącą na ławie. Zatrzymywali się przy architekturze stolicy i objaśniała mu, co pokazują zdjęcia. Była tak blisko, że nie mógł się oprzeć i objął ją ramieniem, tuląc do siebie. Nie opierała się, uznając ten przyjacielski gest za coś najzupełniej naturalnego. Wreszcie zapytała przy kolejnej pozującej z wdziękiem modelce:

— Twoim zdaniem, kto ma ładniejsze nogi, ja czy Teresa?

Zawahał się, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Zrobił unik i roześmiał się, zasłaniając się twierdzeniem, że nie zwraca uwagi na nogi, a raczej na biusty.

Też się roześmiała.

— Chcesz ujrzeć moje piersi, żeby sprawdzić?

Nie wiedział, czy mówi serio, czy po prostu z nim się droczy.

— Ja, natürlich. Jasne, że chcę — rzekł powściągliwie.

Odłożył czasopismo i zabrał się do kolejnej kanapki z szynką.

Zaciągnęła story. Zmieniła kasetę w radiomagnetofonie. Muzyka była subtelna, nastrojowa, romantyczna, a głos fletu brzmiał uwodzicielsko i kusząco. Zgasiła małą lampkę, a zapalone świece przeniosła z ławy, umieszczając je na półeczce nad łóżkiem, z której uduchowiony Budda zdawał się tajemniczo uśmiechać, udzielając im swego błogosławieństwa. Błyskotliwy blask pozostawiał na ścianie chybotliwe cienie.

— Zatańczymy? — zaproponowała.

Przytuliła się do niego i wyczuł, że pod bawełnianą cienką bluzeczką nie ma biustonosza. Owiał go ziołowy zapach jej włosów. Niby przypadkiem w półobrocie przeciągnął dłonią po jej pośladku. Desu także nie miała.

— No, a co z tym striptizem? — zażartował, gdy skończyła się melodia.

Uśmiechnęła się i pchnęła go lekko na łóżko. Przysiadł, odrobinę skonfundowany. Pod linią drobnych guziczków kryły się zatrzaski. Stanęła przed nim i jednym zdecydowanym szarpnięciem rozpięła bluzkę na obie strony, bez żenady odsłaniając przepiękne pełne piersi.

Z wrażenia zaschło mu w gardle. Chciał coś nieudolnie wydukać, ale mu nie pozwoliła. Z błyskiem w oku przyklękła przy nim i położyła mu palec na ustach. Potem mocno złapała go za nadgarstki i przyciągnęła do siebie jego dłonie. Spoczęły na cudownie odsłoniętych kształtach. Odchyliła głowę, z rozkoszą przymykając powieki. Zsunął się z łóżka i zaczął nieśmiało całować jej ramiona, szyję i prowokująco nabrzmiałe sutki, poddając się namiętności i zatracając się w zakamarkach jej zachwycającego ciała.


następny poprzedni