Nim

się spostrzegł, minęła pora kolacji. Wyobraził sobie minę Anki, która była już pewnie wściekła i bulgotała jak indor. Czuł przez skórę, że śmiertelnie obrażona Polka zasznuruje usta i przez najbliższe dwa dni nie będzie się do niego odzywać. Około dwudziestej Teresa wyszła, zabierając ze sobą małe turystyczne żelazko i zasłaniając się koniecznością zrobienia czegoś bliżej nieokreślonego, ale ważnego, co żadną miarą nie mogło poczekać. Pozostawiła niedoszłych kochanków sam na sam.

Tego wieczora los nie był jednak dla Pawła łaskawy. Sączył bez pośpiechu już trzecią lub czwartą puszkę piwa. Wcześniej wlał w siebie szklanicę ginu z tonikiem. Dotarło wreszcie do niego, że chyba trochę przeholował, bo szalony perkusista zaczął wybijać w jego głowie mordercze tremolo i ani myślał pauzować. Manuela zasunęła story i zapaliła małą lampkę z abażurem, stojącą na ławie. W międzyczasie się przebrała, zakładając zdobioną drobnymi haftami rozpinaną z przodu bluzkę i ściąganą paskiem długą lejącą się cygańską spódnicę. Pokazała mu przygotowany już do wysłania list, który napisała do rodziców. Objaśniała mu w sekrecie jak komuś najbliższemu, co w nim jest zajmującego, powoli tłumacząc wybrane frazy.

Urwała się melodia, więc wsunęła do magnetofonu inną kasetę. Nieśmiało zapytała Pawła, czy nie zechciałby z nią zatańczyć, a na jej twarz wypełzł delikatny rumieniec. Ten jednak po tej ilości alkoholu tracił już kontakt z rzeczywistością, a dziewczyna dziwnie rozmywała mu się przed oczyma, to oddalając się, to zbliżając. Próbował się pozbierać. Przytuliła się do niego, kładąc mu głowę na ramieniu i dając poczuć błogi niepokój i jakieś rozkoszne podniecenie. Jej włosy pachniały kwiatami łąki. Rozpiął się guziczek przy bluzce i dojrzał pod spodem skąpy prawie przeźroczysty biustonosz, kryjący pełne piersi.

Po pierwszym tańcu Manuela zaproponowała mu herbatę miętową, a do niej rodem z Węgier wysokoprocentową nalewkę. Odmówił, odkrywając ze zgrozą, ze zsuwa się w przepaść. Melodia była łagodna, romantyczna, więc zakręcili się jeszcze raz. Odważył się i musnął jej spragnione usta, a Manuela ze spuszczonymi powiekami delikatnie odwzajemniła pocałunek. Potem nagle odsunęła się od niego, przerywając tany i spoczęła na brzegu łóżka, zachęcając go, by tuż obok niej przysiadł. Przez krótką chwilę nad czymś medytowała, potem go nieśmiało zapytała, czy kochał się już w Polsce z jakąś dziewczyną. Nie całkiem do niego dotarło to bardzo osobiste pytanie — i najpierw bezmyślnie przytaknął, a następnie ostro zaprzeczył. Znów była gdzieś daleko, tonęła we mgle, a szalony perkusista dwojąc się i trojąc zabierał się w jego głowie do popisowej solówki. Wstał i zachwiał się, z trudem łapiąc równowagę. Poczuł raptem dziwne ssanie w żołądku i pojął, że jeśli natychmiast nie wróci do siebie i nie położy się do łóżka, może sprawić Manueli poważny kłopot. Rozczarowałby ją do siebie, gdyby zwymiotował w jej pokoju.

W końcu się połapała, co z nim się dzieje. Uważnie mu się przyjrzała, z niepokojem lustrując nagle pobladłą nieprzytomną twarz. Nie miała wyboru — wyprowadziła go na balkon, każąc głęboko oddychać chłodniejszym wieczornym powietrzem, a później z konieczności asystowała mu do windy i dalej — na czwarte piętro, pilotując chłopaka aż pod jego drzwi.

— A holnapi viszontlátásra! — szepnęła z żalem na rozstanie.

Totalny niewypał! A podobno Polacy umieli chlać wódę, tak mówili Węgrzy. Ten jednak nie.


Niebo

było pokryte ciemnymi chmurami, które ciągnęły z dala, niby zwiastun nadchodzącej trwogi. Wiatr nieco przycichł, lecz czuło się, że burza wisi w powietrzu. Szli pod górę, na skos, omijając zabudowania i przecinając kamienne schody. Pawłowi przypomniały się nagle letnie wyprawy z plecakiem w zalesiony Beskid Sądecki, a zwłaszcza w Pasmo Radziejowej. Uwielbiał nocować w niewielkim schronisku na Przehybie.

— Chyba lunie — wysapał ze zdziwieniem do Anki. — Powietrze jest dziwnie naelektryzowane...

Ku jego zdumieniu, dziewczyna nie pytała go o to, dlaczego poprzedniego wieczora nie pojawił się w restauracji. Nie bawiła się w śledczego. Nie wiedział, że jej też nie było, bo dała się porwać Gastonowi do Starej Jafy na wykwintną kolację przy świecach. We dwoje oblewali kupno nowego samochodu. Tam prawdziwe życie toczyło się dopiero w nocy. Pewnie zabraliby go z sobą, gdyby nie to, że zapadł się gdzieś pod ziemię.

Syknęła, bo zawadziła o jakiś korzeń, który wystawał z suchego gruntu.

— Nie wzięliśmy parasola — zgryźliwie zauważyła.

Zatrzymał się, czekając, aż obejrzy sobie nogę. Zdjęła adidasa, a potem białą skarpetkę. Wyciągnęła stopę i poruszyła palcami. Pedicure było bez zarzutu.

— Po co to robisz? — zdziwił się. — Przecież zadrapanie masz tu wyżej , na łydce — pokazał. — A potem dodał: — Jak mieliśmy zabrać parasole, skoro ich nie przywieźliśmy? W ogóle niczego ze sobą nie mamy, ani płaszczy przeciwdeszczowych, ani butów gumowych. Beztrosko założyliśmy, że w tej części świata nie będzie padać — podsumował. — Należy nam się dwója z geografii.

Chełpliwie się roześmiała. Obuła się. Szybko się podniosła i ruszyła dalej, z początku lekko kuśtykając. Nigeryjczyk zdążył ich wyprzedzić. Wdrapał się na jakiś występ i z niego pstrykał zdjęcia każdemu, kto się nawinął. Wykorzystała tę okazję jedna z przyjaciółek Gertrudy, chuda i piegowata Kinga. Zaczęła wygłupiać się przed obiektywem, przyjmując śmieszne pozy. Anka dostrzegła to z dołu i rzekła wyniośle:

— A niech sobie fotografuje!

Ominęli jakieś zabudowania o rdzawo-pomarańczowych niedomytych ścianach. Paweł usiłował sobie uzmysłowić, co się właściwie stało. Przyszło mu do głowy, że Anka obraziła się o coś na czarnego studenta z Paryża i że właśnie dlatego jemu się upiekło. Wieczorem po powrocie kilka minut spędził w łazience, klęcząc i jak wierną kochankę trzymając w objęciach białą muszlę klozetową, ale nie zwymiotował. Potem usłyszał ciche pukanie do drzwi. Zalękniona Manuela zawróciła, chcąc się ostatecznie upewnić, że jest cały i zdrowy, i że nie potrzebuje pomocy.


następny poprzedni