Blondyneczki

znad Dunaju natknęły się na chłopaka na dole, tuż przy windzie. Jedna miała na sobie długą różową seksy kieckę bez ramion i z rozcięciem z tyłu, druga zaś zgrabny kostium w łatki dalmatyńczyka. Dopadły go i nim się obejrzał, okiełznały go jak kowboje dzikiego wierzchowca na prerii.

— Ma este? — w windzie ich oczy na sekundę się spotkały.

— Igen! — w te pędy się porozumiały.

Próbował otworzyć usta, by zasłonić się planami na wczesny wieczór, ale na próżno. Został z dzikim entuzjazmem uprowadzony na siódme piętro. W ich rajskim pokoju panował jednak nieopisany bałagan, a porozrzucane części damskiej garderoby zajmowały niemal wszystkie wolne miejsca. Speszony, sterczał więc jak świeca na środku pokoju, czekając, aż Manuela upora się z tą stajnią Augiasza. Nie wypadało mu ślizgać się wzrokiem po zwiewnych haleczkach, skąpych figach i fikuśnych biustonoszach, na celownik wziął więc tacę z napojami, okazując żywe zainteresowanie butelkami z tonikiem, sokiem pomarańczowym i pepsi-colą.

Dziewczyna szybko sprzątała pokój, zarzucając go przy tym mnóstwem bezładnych węgierskich słów, których nie rozumiał. Bielizna znikała w okamgnieniu. Wpadła jej w ręce samochodowa mapa Europy i Bliskiego Wschodu, więc natychmiast podrzuciła ją Pawłowi, pragnąc go czymś zająć. Potem podsunęła mu składany plan Budapesztu. Teresa nie weszła z nimi, bo ktoś ją zatrzymał na korytarzu, o coś tam podpytując. Dotarła w kilka minut później. Rzeczy były już upchane. Przy niej Manuela poczuła się pewniej, uspokoiła się i przysunęła się do Pawła. Pokazała mu na planie stolicy Wzgórze Zamkowe, mieszczące się w samym sercu miasta. I zaczęła pytlować o najważniejszych zabytkach.

Witały go serdecznie, dając mu do zrozumienia, że jest mile widzianym gościem, więc przestał być taki skrępowany i rozsiadł się wygodniej. Grunt to luz! Subtelnie go adorowały, zdradzając w gestach i spojrzeniach swój podziw dla niego, a chłopakowi to pochlebiało. Po kilku minutach czuł się więc jak u siebie. Przy Ance nie był kimś ważnym i godnym uznania. Sprowadzała go bowiem z uporem do roli pędraka, który powinien był giąć się w ukłonach i wszystkich przepraszać za to, że żyje.

Wypił szklankę soku pomarańczowego, a potem zajął się kolorowymi fotografiami znad Balatonu. Na fotkach dziewczyny trzymały się razem, nie kręcili się przy nich żadni chłopcy, a przy tym ślicznie wyglądały w jaskrawych strojach kąpielowych na tle białych jachtów i łodzi żaglowych. Intuicja go nie myliła i odgadywał, że Manuela bardziej się nim zachwyca niż jej przyjaciółka, zatem barwne zdjęcia, do których sama pozowała, trzymał dłużej w rękach. Nie umiał ukryć tego, że chętnie zachowałby kilka z nich na pamiątkę. Dały mu też do obejrzenia pocztówki z Budapesztu. Z Jerozolimy przywiozły kilka albumów o Ziemi świętej — z tekstem w języku węgierskim i angielskim. Kartkował je, z aplauzem komentując ilustracje i pokazując, które miejsca już odwiedził, a których jeszcze nie.

Teresa wartko się zakręciła i na ławie pojawiły się kanapki z szynką, serem, zieloną sałatą i papryką. Rzucił okiem na zegarek, który Manuela miała na ręce, na chwilę ciepło przytrzymując jej dłoń. Ten aksamitny dotyk! Do kolacji było około pół godziny i jakiś psotliwy chochlik mu podpowiedział, że ma wyśmienitą okazję, by spłatać figla Ance. Z jaśniepańską miną zdecydował, że nie zejdzie do restauracji, skoro ma podane w pokoju i rozwalił się jak basza w fotelu. Prawie już w nim leżał. Czuł się przez krótką chwilę tak, jakby był w sali konferencyjnej jakiegoś dużego banku i występował w roli kosmicznie ważnego klienta korporacyjnego. Do kanapek dziewczyny dorzuciły zachodnie piwo z puszek, zaś przedsiębiorcza Teresa przyniosła od sąsiadów radiomagnetofon z kasetami. Gości z Węgier było w hotelu więcej. Usiadła na łóżku z podwiniętymi nogami i zaproponowała chłopcu, by opowiedział coś o sobie.

Nie stawał na uszach i nie próbował poprawnie się wysławiać, bo i one o to się nie starały. Trochę go to śmieszyło, bowiem jego nauczyciel angielskiego z liceum był purystą i przywiązywał dużą wagę do poprawności językowej. Niedbale składał słowa angielskie, polskie i rosyjskie, tworząc konstrukcje, od których językoznawcom jeżyłby się włos na głowie. Pokrótce objaśnił, czym zajmuje się jego matka, ojciec od lat już nie żył, co studiuje i przy jakiej ulicy mieszka w Warszawie. Później zaś one mówiły o sobie. Teresa była raczej powściągliwa i nieskora do zwierzeń, natomiast Manuela radośnie dzieliła się wszystkim, co jej dotyczyło. Pochodziła z mieszanego małżeństwa, jej ojciec był rodowitym Węgrem, zaś matka urodziła się na Spiszu w Słowacji. Łatwo więc wpadały jej w ucho polskie słowa, które także słyszała w domu. Miała zamiar studiować filologię węgierską i chodzić na lektorat słowackiego.


następny poprzedni