Paweł

poczuł na swym ramieniu mocną dłoń. Oderwał rozpalone czoło od chropowatego muru i lękliwie się obejrzał. Afrykańczyk niespokojnie mu się przypatrywał i z jego oczu chłopak wyczytał, że zachowuje się w sposób cokolwiek podejrzany i naganny. Nie mieścił się w normie. Jeśli chodzi o strój, Murzyn poszedł w ślady Polaka. Miał na sobie bawełnianą bluzkę i lniane szorty, a na nogach białe tenisówki. Tamci pątnicy gdzieś znikli, a ulicą podążała jedynie hałaśliwa grupa turystów amerykańskich, wznoszących okrzyki. Przypominali raczej fetujących wygrany mecz kibiców rugby niż pobożnych pielgrzymów. Kilku niosło flagi. Fotografowali wszystko, co dało się sfotografować, jakby pstrykanie zdjęć należało do samej istoty udanej turystyki. To, co wcześniej wziął za błyski rynsztunku rzymskich żołnierzy, okazało się czymś najzupełniej prozaicznym i z gruntu współczesnym. Wystawione przed kawiarenką i ocienione parasolami metalowe stoliki i krzesła miały złote, świecące wykończenia.

— Zawróciło mi się w głowie — przepraszająco wymamrotał, gdyż nic innego nie przyszło mu na myśl. — Ufff! Jest taki upał...

Dzionek był naprawdę gorący i nic nie wskazywało na to, aby do wieczora miało się coś zmienić. Dopiero po zmroku robiło się trochę chłodniej i wachlujący się turyści mogli swobodniej oddychać.

— W głowie? Upał?.. — Anka, która stała obok Gastona, przyglądała się ze współczuciem chłopakowi. Przed chwilą przeraźliwie krzyczał, tupał nogami i zasłaniał twarz rękoma. — Powinieneś nosić słomiany kapelusz albo coś innego, mówiłam ci już — rozsądziła jak zatroskana matka. — Nie dbasz o siebie. Oj, dajesz ty popalić! — dorzuciła ze skrytym bólem, nie widząc żadnej żywszej reakcji.

Paweł zamrugał powiekami, chcąc się do końca uwolnić od dokuczliwych widziadeł. Oblizał zeschnięte wargi. W oddali mignął mu znowu skraj szaty Johanana, ale gdy się dobrze wpatrzył, pojął, że to jakiś Arab albo Żyd, niosący sporej wielkości torbę w pasy.

— Przecież Go ukrzyżują — niewyraźnie wymamrotał.

Anka miała dobry słuch. Najeżyła się i wydęła usta. Wyglądała jak rozwścieczona jadowita kobra, szykująca się do ataku.

— Masz chyba urojenia prześladowcze — wściekle syknęła, świadoma tego, że zbyt długo przy Gastonie rozmawia z Pawłem po polsku. Chciała to szybko zakończyć. — A kogóż to ukrzyżują, ty palancie?..

Nie odpowiedział. Blado się uśmiechnął, przypominając sobie o przewodniku po Ziemi świętej, który mu wystawał z kieszeni szortów. Wyjął go drżącą ręką i rozprostował. Głęboko odetchnął. Stopniowo powracał do rzeczywistości, wiedział o tym — i to było dla niego najważniejsze.

Nieporadnie trzepnął dłonią w okładkę mocno już podniszczonej książki.

— Za bardzo przejmuję się tym, co tu napisali — niezdarnie usiłował się usprawiedliwić. Jego nieszczere wyjaśnienie nie zabrzmiało jednak wiarygodnie, co wyczytał z oczu dziewczyny. Dopiero teraz dotarło do niego, że Anka i Gaston na pewno słyszeli jego rozpaczliwy krzyk.

Porywczo pchnęła go do przodu, nie chcąc przedłużać i tak już kłopotliwej sytuacji. Nie zależało jej na tym, żeby Paweł wypadł przed sympatycznym Nigeryjczykiem jak ostatnia oferma, niezdara, półgłówek i świr. Rychło dogonili oddalającą się grupę z chudym Arabem na czele. Tamci minęli już ocienioną parasolami kawiarenkę. Gertruda ciągnęła za sobą swego gladiatora, zatrzymując się co rusz, pokrzykując i macając jego bicepsy, jakby był niewolnikiem, dopiero co nabytym na targu i jeszcze nie wypróbowanym. Świetnie się prezentowała w króciutkich dżinsowych spodenkach. W pewnej chwili obejrzała się za maruderami i Paweł odniósł wrażenie, że z ulgą odetchnęła, gdy go dostrzegła. Mimowolnie zestawił ją w myślach z dziewczynami z Budapesztu, Manuelą i Teresą. Tamte były szczere i otwarte — i za nic miały dzielące różnoziemców bariery językowe. Zachowywały się bezpretensjonalnie i swobodnie, bez oporów żartowały i dowcipkowały, bezapelacyjnie dowodząc, że jeśli komuś naprawdę zależy na zawarciu nowej znajomości, może porozumieć się nawet bez słów. Piękność z Niemiec nie była jednak taka bezpośrednia. Coś ją wściekle paraliżowało i obezwładniało. Dzielił ją od Pawła jakiś niewidoczny mur — i chłopak czuł, że to doprowadza dziewczynę nieomal do szału. W rezultacie tego im bardziej pragnęła się do niego zbliżyć, tym bardziej manifestowała, że obchodzi ją tylko chłopak z Bawarii.

Starsza pani z Pragi również ucieszyła się widokiem Pawła. Kiedy zatrzymał się obok niej, uśmiechnęła się do niego i zapytała, czy lubi jeździć na rowerze. Z najwyższą powagą przytaknął, tłumiąc ogarniający go chichot. Staruszka przy różnych okazjach indagowała o to każdego z ich grupy, nieodmiennie zalecając kolarstwo na wszelkie możliwe dolegliwości fizyczne i duchowe.


następny poprzedni